Lechia ratuje remis w Płocku po golu Kempskiego w doliczonym czasie

Lechia ratuje remis w Płocku po golu Kempskiego w doliczonym czasie

FOT. Urząd Miasta w Tomaszowie Mazowieckim

W Płocku długo wyglądało to na mecz, który wymknie się Lechii z rąk mimo ambitnej gry i dwóch trafień Mateusza Kempskiego. Zielono-czerwoni raz po raz wracali do walki, a jednak za każdym razem gospodarze odpowiadali własnym golem. Remis 2:2 zostawił po stronie tomaszowian sporo niedosytu, ale też pokazał ich upór do samego końca. W doliczonym czasie gry punkt został wyciągnięty niemal spod linii porażki.

  • Mocny początek i pierwszy cios Kempskiego
  • Sporny moment przed przerwą zmienił rytm meczu
  • Końcówka przyniosła dwa ciosy i ratunek w 90+4 minucie

Mocny początek i pierwszy cios Kempskiego

Lechia weszła w to spotkanie odważnie i już w 8. minucie dopięła swego. Błąd w rozegraniu po stronie Wisły II Płock wykorzystał Mateusz Kempski, który bez zawahania dopadł do piłki i posłał ją do siatki. Tomaszowianie mieli w tym fragmencie przewagę nie tylko w wyniku, ale też w sposobie gry – byli pewni przy piłce i potrafili utrzymać rywala z dala od własnej bramki.

Dla drużyny z Tomaszowa Mazowieckiego był to dokładnie taki początek, jakiego można było oczekiwać po wyjazdowym meczu z rezerwami płockiego klubu. Szybkie prowadzenie porządkowało ustawienie Lechii i dawało jej oddech, ale nie oznaczało jeszcze spokoju.

Sporny moment przed przerwą zmienił rytm meczu

Z czasem przewaga gości zaczęła topnieć. Wisła II coraz śmielej ruszała do ataku, a gra stawała się bardziej wyrównana, z naprzemiennymi okresami lepszej gry po obu stronach. W 31. minucie gospodarze doprowadzili do remisu, choć wcześniej doszło do sytuacji, która wywołała sporo emocji. Bartosz Bogusz był faulowany podczas wyprowadzania piłki przed polem karnym, jednak sędzia Ewa Augustyn nie odgwizdała przewinienia. Akcja potoczyła się dalej, piłka trafiła do Antoniego Chmielewskiego, a jego dogranie głową wykończył Adrian Bielka.

Lechia przed przerwą próbowała jeszcze odzyskać prowadzenie, lecz brakowało chłodnej skuteczności pod bramką rywali. Do szatni oba zespoły schodziły przy stanie 1:1, a w obrazie meczu coraz wyraźniej widać było, że o wszystkim mogą zdecydować pojedyncze błędy.

Końcówka przyniosła dwa ciosy i ratunek w 90+4 minucie

Po zmianie stron Lechia częściej utrzymywała się przy piłce i próbowała budować ataki spokojniej, pozycyjnie. Gospodarze nie ograniczali się jednak do obrony. Z czasem wrócili do groźnych kontr i właśnie jedna z nich przyniosła im prowadzenie w 76. minucie. Bartosz Borowski wygrał pojedynek szybkościowy z Marcinem Orzechowskim, dograł do Adriana Bielki, a ten mimo potknięcia zdołał pokonać Marcina Żyłę.

Tomaszowianie nie spuścili głów. Do samego końca szukali wyrównania i doczekali się go w ostatnich sekundach doliczonego czasu. W 90+4. minucie Marcin Orzechowski dośrodkował w pole karne, Jakub Garnysz minął się z piłką przy próbie uderzenia głową, a najlepiej odnalazł się znów Mateusz Kempski. Napastnik z bliska doprowadził do stanu 2:2 i uratował Lechii punkt.

To był remis z gatunku tych, które niosą ze sobą i ulgę, i żal. Ulga przyszła po wyrównaniu w końcówce, żal – bo Lechia miała momenty, w których mogła przechylić szalę na swoją stronę wcześniej.

na podstawie: Urząd Miasta.

Ilustracja wykorzystana w artykule została pobrana z zewnętrznego źródła (Urząd Miasta w Tomaszowie Mazowieckim). W przypadku zastrzeżeń dotyczących praw do zdjęcia prosimy o kontakt.